Tesla uruchomiła w Stanach Zjednoczonych program Certified Pre-Owned, dokładając formalną warstwę przeglądu i gwarancji do handlu autami używanymi, który prowadziła od lat bez jednego i drugiego. To niewielka zmiana administracyjna o dużym celu handlowym: podparcie tego, ile warta jest używana Tesla.
Co faktycznie obejmuje certyfikacja
Samochody przyjmowane do programu przechodzą przegląd obejmujący ponad 115 punktów i dotyczący stanu wizualnego, sprawności oraz konstrukcji nośnej, w razie potrzeby są odnawiane, a dopiero potem certyfikowane. Tesla podaje, że certyfikowane auta nie mają w historii uszkodzeń konstrukcji nośnej ani wystrzelenia poduszek powietrznych.
Do każdego certyfikowanego samochodu dołączana jest Pre-Owned Limited Vehicle Warranty, czyli ograniczona gwarancja na auto używane, na rok lub 10 000 mil, zależnie od tego, co nastąpi wcześniej. Ewentualna pozostała część pierwotnej New Vehicle Limited Warranty zostaje przy aucie dodatkowo.
| Element | Warunki |
|---|---|
| Przegląd | 115+ punktów, stan wizualny, sprawność i konstrukcja nośna |
| Wykluczona historia | Uszkodzenie konstrukcji nośnej, wystrzelenie poduszki powietrznej |
| Dodana gwarancja | 1 rok lub 10 000 mil, zależnie od tego, co nastąpi wcześniej |
| Pierwotna gwarancja | Pozostała część zostaje zachowana |
| Rynek | Stany Zjednoczone |
Drive Tesla informuje, że program nie jest dostępny w Kanadzie. Dla Europy Tesla nie ogłosiła nic.
Dlaczego teraz
Termin nie jest przypadkowy. Wartość używanych Tesli mocno spadła, a przepaść między tym, ile auta są warte, a tym, w jakim są naprawdę stanie, stała się głównym wątkiem. TeslAnt pisał w tym tygodniu, że ceny używanych aut Model S runęły, choć ich akumulatory w większości nie — auta o dużych przebiegach po dekadzie zachowują zwykle 85–90% pierwotnej pojemności, a jedno europejskie ogłoszenie opiewało na 14 000 euro.
Ta przepaść jest jednocześnie szansą i problemem. Oznacza, że używane Tesle to naprawdę dobry zakup; oznacza też słabe wartości rezydualne, co podnosi koszty leasingu i utrudnia sprzedaż nowych aut. Certyfikacja to klasyczne narzędzie do jej zawężania. Prowadzi ją każda uznana marka premium, dokładnie z tego powodu.
Za co naprawdę płaci kupujący
Uczciwie rzecz ujmując, certyfikacja nie czyni auta lepszym. Przenosi ryzyko. Kupujący, który potrafi sam ocenić akumulator pojazdu elektrycznego, sprawdzić historię serwisową i wypatrzyć ślady napraw, płaci dopłatę za spokój, który mógł sobie zapewnić samodzielnie.
Dla większości kupujących ten spokój coś znaczy, bo dwie usterki, których najbardziej boją się nabywcy używanych elektryków — zdegradowany akumulator i zatajona naprawa konstrukcji nośnej — są zarazem najtrudniejsze do sprawdzenia na podstawie ogłoszenia. Przegląd w 115 punktach z wyraźnym wykluczeniem uszkodzeń konstrukcji nośnej odnosi się wprost do tej drugiej. O tej pierwszej mówi wyraźnie mniej: Tesla nie opublikowała progu kondycji akumulatora, jaki auto musi spełnić, by zostało certyfikowane, a gwarancja na rok lub 10 000 mil to krótka ochrona dla podzespołu, który jeśli już zawodzi, zawodzi znacznie później.
Co na razie dostają europejscy kupujący
Nic nowego. Tesla sprzedaje w Europie auta używane przez własną stronę i na własnych warunkach gwarancyjnych dla aut używanych, ale nie ogłoszono europejskiego odpowiednika tego programu ani żadnej daty.
Europejczycy szukający auta używanego robią to na rynku, na którym ceny zaczęły spadać, a warunki dyktują niezależni dilerzy, a nie producent. Dopóki Tesla nie przeniesie certyfikacji przez Atlantyk, ochroną europejskiego kupującego pozostaje to, co zaoferuje mu jego sprzedawca, i to, co zostało z pierwotnej gwarancji.
Podsumowanie
Rozsądny i dawno spóźniony ruch w USA, który najbardziej pomaga wartościom rezydualnym Tesli, a kupującym daje realną, ale ograniczoną korzyść. Warto obserwować, czy trafi do Europy — to tam ceny używanych Tesli są pod największą presją.