Od lat najczęściej cytowaną liczbą w europejskim ubezpieczaniu aut elektrycznych jest ustalenie Allianz Zentrum für Technik, że naprawa samochodu elektrycznego po kolizji kosztuje mniej więcej 30% więcej niż w porównywalnym modelu spalinowym. Obecna interpretacja AZT zachowuje tę liczbę i odbiera jej wniosek, który wyciągnęła z niej większość: rachunku nie robi napęd elektryczny.
Z czego naprawdę składa się te 30%
Carsten Reinkemeyer, który kieruje badaniami nad bezpieczeństwem w AZT, mówi wprost: samochód elektryczny po wypadku nie jest automatycznie droższy w naprawie niż porównywalne auto spalinowe. Części zamienne do pojazdów elektrycznych też z reguły nie są droższe.
Różni się wszystko wokół samej naprawy:
- Wiek floty. Europejska flota aut elektrycznych jest znacznie młodsza niż spalinowa. Nowsze samochody się naprawia, zamiast je kasować, są więcej warte i mają więcej czujników w strefie zgniotu. Porównajmy trzyletni samochód elektryczny z dwunastoletnim dieslem, a elektryk wypadnie w zestawieniu kosztów drożej – z powodów, które nie mają nic wspólnego z woltami.
- Gdzie trafia do naprawy. Stawki godzinowe w serwisach autoryzowanych są o mniej więcej 50% wyższe niż w niezależnych warsztatach, a auta elektryczne wciąż znacznie częściej lądują w serwisie autoryzowanym.
- Brak procedur naprawczych. Tam, gdzie producent nie opublikował sposobu naprawy podzespołu, jedyną drogą pozostaje wymiana.
Przy akumulatorze rozpiętość wybucha
AZT wycenia szkody w akumulatorze i w spodzie nadwozia na wszystko od mniej niż €1,000 do €29,000. Tej rozpiętości nie tworzy siła uderzenia. Tworzy ją to, czy akumulator ma obudowę ochronną i czy producent w ogóle oferuje procedurę naprawy – różnica między wymianą osłony a skasowaniem całego pakietu.
Rachunek, który przychodzi po kolizji
Dwie pozycje leżą całkowicie poza warsztatem i AZT uznało obie za zawyżone. Analizując faktury za holowanie aut elektrycznych, stwierdziło znaczne narzuty wobec średnich cen dla pojazdów spalinowych. A przechowywanie w kwarantannie – odstawienie uszkodzonego elektryka na osobne stanowisko na wypadek zapłonu akumulatora – bywa utrzymywane znacznie dłużej, niż uzasadnia to ryzyko.
To akurat da się rozwiązać i dwaj producenci pokazali jak: VW i BMW skróciły wstępną nadzorowaną kwarantannę do 24 godzin, przyjmując za wskaźnik temperaturę akumulatora zamiast sztywno wyznaczonego terminu.
Co to oznacza dla europejskich właścicieli i dla Tesli
AZT opiera się na niemieckim portfelu szkód, największym w Europie i tym, do którego porównuje się większość europejskich ubezpieczycieli, więc nie jest to narodowa ciekawostka. Dwa z czynników kosztowych leżą w rękach właściciela: serwis autoryzowany to wybór, gdy auto jest już po gwarancji, a praca nie dotyczy akumulatora; natomiast zbyt długa kwarantanna to pozycja na fakturze, którą można zakwestionować. Wiek floty i brak ścieżek naprawczych – już nie.
Przedział od €1,000 do €29,000 to miejsce, w którym rzecz staje się konkretna dla Tesli. Strukturalny pakiet akumulatorów, którego pokrywą jest podłoga nadwozia, jest znakomity dla sztywności i fatalny dla ekonomii uderzenia w krawężnik – a spód nadwozia to w każdej Tesli element, który najprędzej spotka coś twardego. O tym, czy skończy się na zwykłej szkodzie, czy na szkodzie całkowitej z przyczyn ekonomicznych, decyduje dokładnie to, co wymienia Reinkemeyer: obudowa oraz to, czy istnieje opublikowana ścieżka naprawy.
Tłumaczy to również, dlaczego znaczenie ma cennik wymiany. Regenerowany pakiet akumulatorów Tesli dla Model 3 i Model Y za $8,000 wobec około $14,500 za nowy jest – mówiąc językiem AZT – akumulatorem zamiennym o adekwatnej cenie, czyli jedną z rzeczy, o które Reinkemeyer prosi producentów.
Czego Allianz chce zmienić
Lista jest krótka i mało efektowna: obiektywne informacje o szkodach w autach elektrycznych zamiast miejskich legend, regularne szkolenia dla techników, lepsze obudowy ochronne wokół pakietów akumulatorów oraz rozwiązania przyjazne naprawom albo rozsądnie wycenione akumulatory zamienne.
Nic z tego nie wymaga nowej chemii akumulatorów. To różnica między samochodem elektrycznym drogim w ubezpieczeniu a takim, który drogi nie jest.