Robotaksówka, która nie potrafi sama się podłączyć, wciąż potrzebuje człowieka — a ten człowiek jest ostatnim ogniwem w skądinąd bezzałogowej pętli. Austriacka firma pokazała właśnie działającą odpowiedź, zanim Tesla dostarczyła własną.
Volterio, austriacki specjalista od automatycznego ładowania, zaprezentował montowany w podłożu dok przewodowy, na który pojazd wjeżdża tyłem. Nagranie udostępnione na X 15 sierpnia 2026 roku pokazuje Model Y cofający na stanowisko, sondę wysuwającą się z jednostki podłogowej do gniazda w samochodzie i rozpoczęcie ładowania bez dotykania czegokolwiek przez człowieka.
Co potrafi ten system
| Element | Specyfikacja |
|---|---|
| Podjazd | Pojazd wjeżdża tyłem na jednostkę montowaną w podłożu |
| Połączenie | Automatyczna sonda łączy się z gniazdem w pojeździe, bez udziału człowieka |
| Moc szczytowa | Do 250 kW DC |
| Tolerancja odchylenia bocznego | ±100 mm |
| Ładowanie ręczne | Nadal dostępne przez zwykłe gniazdo samochodu |
NotATeslaApp podaje, że w zaprezentowanej Tesli gniazdo po stronie pojazdu znajduje się w miejscu, gdzie normalnie byłby tylny hak holowniczy. Szersza oferta Volterio obejmuje złącze podpodłogowe, do którego teleskopowe ramię trafia dzięki pozycjonowaniu ultradźwiękowemu, osadzając je w mniej niż 15 sekund, przy czym złącze prowadzi te same linie co Type 2, CCS2 czy NACS. Firma sprzedaje też jednostki domowe o mniejszej mocy — 22 kW AC i do 50 kW DC — a wcześniej współpracowała nad automatycznym ładowaniem z Continentalem.
Tesla nie ma z tym nic wspólnego. Volterio zbudowało to niezależnie.
Tesla poszła w drugą stronę
Odpowiedzią Tesli na ten sam problem jest indukcja — bezprzewodowa mata, nad którą parkuje samochód, całkowicie bez fizycznego złącza. Te prace są realne i pokonały już jeden etap regulacyjny: w lutym 2026 roku Tesla uzyskała zwolnienie od FCC obejmujące radio ultraszerokopasmowe, którego system używa do pozycjonowania pojazdu, przy czym Bluetooth lokalizuje matę z większej odległości, a nadajniki UWB precyzyjnie centrują samochód, zanim rozpocznie się przesył energii. Tesla deklarowała sprawność „znacznie powyżej 90%”.
Czego nie zrobiła, to nie wydała tego produktu. Hub ładowania dla Robotaxi, który Tesla buduje naprzeciwko swojego serwisu St. Elmo w Austin, zaplanowano na mniej więcej 128 stanowisk, z pierwszą fazą obejmującą 48 Superchargerów dla floty robotaksówek i indukcją bezprzewodową odłożoną na ewentualną drugą fazę. Innymi słowy, Cybercaby debiutujące 3 września będą najprawdopodobniej podłączane ręcznie.
Przewodowo kontra indukcyjnie to prawdziwy kompromis
Oba podejścia nie są równoważne, a wybór ma konsekwencje, które operator floty odczuwa codziennie.
Dokowanie przewodowe zachowuje sprawność i moc kabla — tutaj 250 kW, wobec systemów indukcyjnych, które zwykle plasują się znacznie niżej — i można je zamontować w samochodach, które już istnieją. Jego kosztem jest ruchoma część wystawiona na piasek, lód i przykrawężnikowe traktowanie oraz osprzęt po stronie pojazdu, który trzeba zainstalować w każdym samochodzie.
Indukcja nie ma mechanizmu, który mógłby się zaciąć, ani niczego, o co pasażer mógłby się potknąć, co pasuje do pojazdu zaprojektowanego całkowicie bez gniazda ładowania. Oddaje za to sprawność i — jak dotąd — szybkość. Długofalowa wizja Tesli wskazuje na flotę zupełnie bez gniazda NACS — zakład, który opłaca się wyłącznie w samochodzie zaprojektowanym od zera do tego celu.
Dlaczego powinno to obchodzić europejskiego właściciela
Nic z tego nie jest jeszcze produktem europejskim, a dok Volterio to demonstracja, a nie wdrożenie. Ustala on natomiast, że automatyczne ładowanie przewodowe działa już dziś przy mocy klasy Superchargera, w istniejącej Tesli i u europejskiego dostawcy. Jeśli indukcyjny sprzęt Tesli się opóźni, alternatywa już istnieje — i powstaje 8000 km od Austin.