Tesla, SpaceX i xAI zwróciły się do Sądu Okręgowego Stanów Zjednoczonych dla Zachodniego Dystryktu Teksasu, aby usłyszeć, że wolno im coś nazwać Terafab. Złożony w połowie września 2026 roku wniosek to powództwo o ustalenie — spółki nie domagają się odszkodowania, lecz proszą sędziego o wcześniejsze potwierdzenie, że nazwa nie narusza niczyjego znaku towarowego.

Owym „kimś” jest TERA-print LLC, firma ze Skokie w stanie Illinois, która produkuje biurkowe drukarki fotolitograficzne dla naukowców pracujących w laboratoriach nad czujnikami i bioinżynierią. Swoje urządzenia sprzedaje pod nazwą Tera-Fab — znakiem zarejestrowanym wiele lat przed tym, zanim Tesla cokolwiek zgłosiła.

Jak do tego doszło w ciągu pięciu miesięcy

Data Co się wydarzyło
18 maja 2026 Tesla składa trzy zgłoszenia znaków towarowych Terafab i Tesla Terafab
22 maja 2026 TERA-print wnosi o rozszerzenie istniejącej rejestracji Tera-Fab na materiały półprzewodnikowe, układy scalone i usługi AI
23 maja 2026 TERA-print wysyła wezwanie do zaprzestania naruszeń
10 czerwca 2026 TERA-print grozi pozwem federalnym o naruszenie znaku, fałszywe oznaczenie pochodzenia i nieuczciwą konkurencję
czerwiec–sierpień 2026 Sześć spotkań ugodowych, wszystkie bezskuteczne
wrzesień 2026 Tesla, SpaceX i xAI składają pozew o ustalenie

Argumentem jest sama kolejność zdarzeń. Rozszerzenie znaku TERA-print na kategorie półprzewodnikowe i AI zgłoszono cztery dni po wnioskach Tesli i jeden dzień przed wezwaniem do zaprzestania naruszeń — i właśnie na tę chronologię wskażą spółki Muska. TERA-print wskaże z kolei na to, że nazwę Tera-Fab miała pierwsza, a także na kontrakt Departamentu Obrony na produkcję półprzewodników i na udziały w firmie zajmującej się AI zbudowanej na jej technologii, co jest jej odpowiedzią na tezę, że stołowa drukarka i fabryka układów scalonych to dwa różne biznesy.

Ta teza stanowi główną linię obrony powodów: żaden zwykły nabywca — argumentują — nie pomyliłby przyrządu laboratoryjnego z kompleksem półprzewodnikowym.

Dlaczego spór o nazwę ma znaczenie dla właściciela Tesli

Terafab nie jest projektem pobocznym. Zgodnie z opisem w pozwie to kompleks półprzewodnikowy o wartości około 16,8 mld USD, zajmujący około 100 mln stóp kwadratowych w hrabstwie Grimes w Teksasie — pierwsza faza rozbudowy, której koszt ma sięgnąć nawet 119 mld USD na tysiącach akrów w pobliżu zbiornika Gibbons Creek. Istotne jest to, co ma tam powstawać: układy AI do komputerów pokładowych Tesli i do Optimusa oraz na potrzeby orbitalnych centrów danych planowanych przez SpaceX.

To ta sama kwestia dostaw krzemu, która stoi za wejściem układu Tesla AI5 do produkcji próbnej w teksańskiej fabryce Samsunga. Tesla kupuje dziś sprzęt do wnioskowania od odlewni, których nie jest właścicielem. Terafab to propozycja zerwania z tym stanem rzeczy, a zdolność produkcyjna, którą firma przeniosłaby do siebie, przesądza o tym, jak szybko FSD może się poprawiać w samochodach, którymi ludzie jeżdżą już dziś.

Drugi proces wokół Terafabu

To już druga sprawa sądowa, którą wywołał ten projekt, a pierwsza była mniej pochlebna. SpaceX osobno pozwał hrabstwo Grimes i stan Teksas, aby powstrzymać je przed ujawnieniem dokumentów publicznych dotyczących ulg podatkowych przyznanych na pierwszą fazę wartą 16,8 mld USD.

Firma, która w tym samym sezonie pozywa, by zachować nazwę, i pozywa, by utrzymać w tajemnicy warunki swoich subsydiów, to trafne podsumowanie tego, jak budowany jest Terafab: szybko, w Teksasie i z ujawnieniem tak niewielu informacji, na ile pozwala prawo. Nic z tego nie dociera na europejskie drogi — ale układy scalone już tak.