Elon Musk mówi, że Tesla zamierza udostępnić jako „open source” Model S i Model X, swoje dwa starzejące się okręty flagowe. We wpisie na X z 24 lipca 2026 roku Musk napisał: „Tak jak Tesla udostępniła projekt i oprogramowanie oryginalnego Roadstera jako open source, planujemy zrobić to samo z Modelem S i X.” Do oświadczenia nie dołączono żadnego harmonogramu, zakresu ani licencji, a Tesla nie opublikowała niczego oficjalnego poza tym tweetem.

Na pierwszy rzut oka pomysł jest uderzający. Prawdziwe otwarcie inżynierii stojącej za nowoczesnym samochodem — plików CAD, schematów okablowania, oprogramowania układowego, wykazu materiałów — byłoby darem dla niezależnych mechaników, restauratorów i społeczności moddingowej, a także znaczącym krokiem na rynku, na którym właściciele coraz częściej ścierają się z producentami samochodów w kwestii zablokowanego oprogramowania. Dla europejskich właścicieli niskonakładowych S i X, gdzie wsparcie dealerów i części mogą być skąpe, prawdziwa dokumentacja byłaby szczególnie przydatna.

Precedens Roadstera daje powód do zastanowienia

Problemem jest porównanie, które wybrał sam Musk. Udostępnienie Roadstera jako „open source” przez Teslę w listopadzie 2023 roku, które przywołał jako wzorzec, było znacznie węższe, niż sugeruje to określenie. Jak zauważa audyt tego udostępnienia autorstwa Electreka, publiczne repozytorium zawierało tylko około ośmiu plików — plików bazy danych CAN i oprogramowania diagnostycznego — plus pięć dokumentów ukrytych za ścianą logowania.

Co kluczowe, materiał opatrzony był jedynie wyłączeniem odpowiedzialności, a nie faktyczną licencją open source przyznającą prawo do kopiowania, modyfikowania lub redystrybucji. Brakowało rzeczy, które nadałyby samochodowi „open source” znaczenie: plików CAD, rysunków mechanicznych, kodu źródłowego oprogramowania układowego, schematów, wykazu materiałów oraz projektów silnika i pakietu akumulatorów. Repozytorium nie odnotowało żadnych commitów od około dwóch i pół roku, mimo że zgromadziło około 1100 gwiazdek od zainteresowanych deweloperów.

Co musiałoby zawierać prawdziwe udostępnienie

Jeśli Tesla zastosuje to samo podejście do Modelu S i Modelu X, rezultatem będzie prawdopodobnie kolejna skromna porcja: kilka plików referencyjnych i wyłączenie odpowiedzialności, przy zachowaniu naprawdę cennej własności intelektualnej. Prawdziwe otwarcie kodu wymagałoby uznanej licencji i kompletnych plików projektowych — poziomu ujawnienia, do którego Tesla nigdy nie wykazała gotowości w przypadku pojazdu, który w jakiejś formie wciąż figuruje w jej księgach.

Co mogłoby to oznaczać dla europejskich właścicieli

Perspektywą, która w Europie liczy się najbardziej, jest naprawa. UE systematycznie zaostrza przepisy dotyczące prawa do naprawy, a dostęp do dokumentacji technicznej, diagnostyki i części zamiennych to żywe pole regulacyjnej batalii w całej wspólnocie. Prawdziwie otwarte dane inżynieryjne dla Modelu S i Modelu X — samochodów sprzedawanych tutaj w stosunkowo niewielkich ilościach i coraz trudniejszych w serwisowaniu poza własną siecią Tesli — byłyby znaczącym zwycięstwem dla niezależnych warsztatów i długoletnich właścicieli. Powtórka skromnego udostępnienia Roadstera niewiele by natomiast zmieniła w codziennej rzeczywistości utrzymywania starszej Tesli na drogach w Europie.

Dlaczego moment ma sens

Gest pasuje do chwili. Model S i Model X są teraz najstarszymi i najmniej sprzedawanymi samochodami Tesli, przyćmionymi przez Model 3, Model Y oraz ambicje firmy związane z robotaksówkami i Optimusem. Musk powiedział, że wewnętrzna przestrzeń niegdyś wykorzystywana do montażu S i X jest przekształcana pod produkcję Optimusa. „Otwarcie kodu” pary starszych samochodów-wizytówek kosztuje Teslę niewiele i generuje przychylność — ale dopóki nie pojawi się faktyczna licencja i prawdziwe pliki, należy to zdecydowanie do rubryki plotek. Zaktualizujemy ten artykuł, jeśli Tesla opublikuje coś konkretnego.